Dariusz Eckert – artysta sprzeciwu.
Uwielbiam te chwile…
Momenty, gdy znudzony mdławą, przesłodzoną poezją – o jesieniach, ptaszkach, kolorach tęczy, cukrowej wacie, czy śpiewie skowronka – trafiam na mrok pisany ręką kunsztu.
Dramat opisywany tak niepokojącym, bezpruderyjnym językiem, że jeżą się włosy i pojawiają ciarki na skórze.
Uspokajam się – paradoksalnie – czytając wiersze o samym dnie ludzkiego upadku. Przypominam sobie wtedy, że są jeszcze poeci walczący strofami o lepszy świat. Sprzeciwiający się jego brutalizacji, hipokryzji, upadkowi wartości…
Pośród setek, może tysięcy wierszy o codzienności, w której „w sumie nic się nie dzieje”, opisujących uśmiech, kolor jarzębiny, szum wody, szukam powodu do rozbicia swojego świętego spokoju…
Czegoś, co mnie wystraszy, wkurzy(!), zmierzi.
Czemu?
Bo dopóki istnieje taka poezja, dopóty jest wiadomym, że ktoś poezji używa do walki o ideały, nie tylko do ozdabiania kart literami.
Świat potrzebuje takich „żołnierzy”. Artystów, którzy używać będą swoich talentów do piętnowania wszelkiego zła. Bić się o szlachetność zasad, upominać cywilizację za występki przeciw pokojowi i miłości. Artystów, którzy potrafią walnąć pięścią w stół i krzyknąć: Dość! Nie pozwalam!
Poezja buntu jest najbardziej sensownym kierunkiem poezji, jaki może obrać poeta, dopóki istnieje zło.
Dariusz Eckert jest dla mnie jednym z takich poetów. Trafisz na niego i już wiesz, że „grzecznie już było”. Teraz będzie tylko prawdziwie.
Ten człowiek sam w sobie jest ogromnie interesującą postacią i zachęcam Was, byście wpisali jego imię i nazwisko w wyszukiwarki. A jego poezja…to nie są po prostu strofy. To werble wojenne, oznajmiające gotowość do walki, o lepszy świat dla człowieka…
***
Marię zgwałcił ojciec
gdy miała 15 lat
przestał gdy urósł jej brzuch
wyzywał tylko od dziwek
ale nie wygonił
miała szczęśliwe chwile
kiedy mały uczył się
chodzić
ale niestety
gdy tylko się nauczył
zaczął uciekać
nie umiała być matką
w końcu sama tak krótko ją miała
że nawet nie pamięta
ojciec/ ojciec
patrzył na nich przez pryzmat
szkła które przekłamywało
wszystkie światła
i odruchy
dlatego wziął siekierę i
postanowił ukryć przed światem
albo naprawić swój błąd
dlatego teraz
Maria
siedzi sama w celi
czasem
gdy nazbiera niedopałków
parzy z nich wywar
a gdy trująca fala dotrze do głowy
wyobraża sobie że
żyją może nie świętą ale
zgodną rodziną
ojciec i syn
piją przy stole a ona
gotuje im ziemniaki
w sąsiedniej celi palą
herbate
i gardzą biedotą
a do niej czasem przychodzi diabeł
i zastanawia się czy
nie przesadzili z szefem
zaczyna jej wtedy tłumaczyć że to
jej
wina
przecież jest brzydka, głupia
i jest kobietą
a potem mruczy zakłopotany
- kupie ci
niedopałek
herbaty....
Krzysztof Kędzior/socjopatopoetyka – autor jedenastu książek wydanych przez wydawnictwo Miniatura, w tym ośmiu poetyckich i trzech prozatorskich.
„Poeta od czarnej roboty” – poruszający się w tematyce społecznego wykluczenia, samotności, depresji, grzechu, buntu, szaleństwa, krzyku. Miłośnik twórczości poetów wyklętych. Autor profilu autorskiego „socjopatopoetyka”, oraz „Przyjaciel Manekin”(FCB)


