„Co ja będę pisać, kiedy najlepsze wiersze są już napisane?” – zapytała smutnym głosem swojej mamy trzynastoletnia dziewczynka, zafascynowana poezją Mickiewicza i Słowackiego.
Ta trzynastoletnia dziewczynka jeszcze nie pisze wierszy, choć już zdążyła pokochać poezję. Za jakiś czas stanie się jednak jedną z najwybitniejszych poetek polskiej literatury. A jej historia… jedną z najsmutniejszych.
Haśka…
Halina Poświatowska, od dziecka nazywana zdrobniale Haśką przez rodzinę, nie miała łatwego życia. Jeden dramatyczny paradoks naznaczył ją wyrokiem, na którego „wykonanie” niestety nie było jej dane długo czekać.
Paradoks polegał na tym, że choroba, na którą zapadła, pojawiła się w czasie, gdy Częstochowa – jej miasto rodzinne – była wyzwalana z rąk nazistów. Tak więc na tle wyzwolenia poetka doznała… zniewolenia, które na zawsze (bardzo zresztą krótkie „zawsze”) odebrało jej nadzieję na późną starość.
Gdy ludzie wokół radowali się z końca wojny, Haśka musiała nauczyć się żyć ze świadomością, że umrze młodo. Dziesięcioletniej dziewczynce, która w ekstremalnie trudnych, wojennych czasach zachorowała na anginę, a w jej następstwie doznała uszkodzenia zastawki serca, nie dawano złudzeń. Nie dożyje starości, a jej słabe serce może przestać bić w każdej chwili.
Halina Poświatowska kochała życie jak szalona. Często w swoich wierszach i listach ubolewała nad tym, że Pan Bóg obdarzył ją „sercem jak memento”. Miała pełną świadomość, że jej życie będzie krótkie. A jednak nie zamierzała spędzać go na płaczu. Zachłannie pragnęła kochać i być kochaną, a przy tym realizowała się w swojej pasji – literaturze. Za namową Wisławy Szymborskiej oraz lekarza, który się nią opiekował, zaczęła pisać wiersze.
W miłości spełniła się, gdy poślubiła Adolfa Poświatowskiego, który – podobnie jak ona – chorował na serce. Niestety, zaledwie po dwóch latach małżeństwa, w wieku 21 lat, Haśka została wdową. Jej mąż zmarł podczas ataku choroby, nie zdążywszy zażyć tabletek, które leżały obok łóżka.
Halina Poświatowska dużą część swojej twórczości poświęciła miłości. Zachwycała się nią, pytała o nią przestrzeni, zastanawiała się, czym jest i jak można udźwignąć jej potęgę, mając chore, słabe serce. Rozsmakowywała się w niej, bywała zatroskana, czy miłości nie zabraknie w jej życiu i czy wystarczy jej życia, by nasycić się kochaniem.
Strach i pasja. Lęk i radość.
Była poetką niezwykłej siły – optymistką i osobą na wskroś radosną, pomimo swojego losu, jak wspominają ją najbliżsi. A jednak świadomą, że – jak jej mąż – i ona musi odejść zbyt szybko.
Zmarła w wieku 32 lat, nad ranem. Pochowano ją obok męża, rodziców i siostrzyczki, która odeszła, mając trzy lata.
Haśka pozostawiła po sobie poezję pełną miłości – jej pragnienia, sycenia się nią i rozważań nad jej obliczem. Pozostawiła listy, w których analizowała własny, okrutny los, próbując znaleźć pocieszenie w myśli, że śmierć być może nie jest tak straszna – rozmowy z lekarzem, pytania o definicję śmierci.
Drogie kobiety!
Jestem anonimowym poetą. Anonimowym człowiekiem, cząstką tłumu, chwilą zaklętą w ciele i umyśle.
Ale proszę Was gorąco: zapoznajcie się szerzej z historią Haśki – drogiej Haśki z chorym sercem. I kochajcie życie. Na los, na Boga, na Wielkie Cokolwiek – nie czekajcie z tym. Nie czekajcie z miłością do mężczyzn, do świata, do siebie.
Pokłońmy się dziesięcioletniej dziewczynce, która, dowiedziawszy się, że umrze młodo, postanowiła życie poświęcić miłości. Pokłońmy się trzydziestodwuletniej kobiecie, umierającej pewnego ranka, zapewne z marzeniem, by jeszcze chwilę czuć się kochaną.
I ukochajmy chwilę. Naszą chwilę i nas. Niedługo bowiem i nas nie będzie…
Odkąd Cię poznałam...
Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie, jakbyś w moich
oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem
żadną świątynią, tylko lasem i łąką - drżeniem liści,
które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi
potok, to jest czas, który ucieka, a ty pozwalasz mu
przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają
nie tknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd
wiem, że masz bardzo piękne usta.
Bądź przy mnie blisko
Badż przy mnie blisko,
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno.
Chłód wieje z przestrzeni.
Kiedy pomyśle
jaka ona duża
a jaka ja.
To mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata.
Krzysztof Kędzior/socjopatopoetyka – autor jedenastu książek wydanych przez wydawnictwo Miniatura, w tym ośmiu poetyckich i trzech prozatorskich.
„Poeta od czarnej roboty” – poruszający się w tematyce społecznego wykluczenia, samotności, depresji, grzechu, buntu, szaleństwa, krzyku. Miłośnik twórczości poetów wyklętych. Autor profilu autorskiego „socjopatopoetyka”, oraz „Przyjaciel Manekin”(FCB)
zdjęcie: Krzysztof Kędzior


