manekin

Literatura na latającym dywanie, czyli Arcypoetka, Dominika Aleksanderek.

Uwielbiam te chwile, gdy niespodziewanie odkrywam kolejną arcypoetkę!

Całkiem niedawno, z ogromną rozkoszą zaczytywałem się w rewelacyjnej twórczości Elżbiety Kurowskiej, o której zresztą pojawił się artykuł na tej stronie.

A teraz Ona…

Ale pozwólcie, że dozując napięcie, posłużę się wypowiedzią pewnej fanki wierszy Poświatowskiej, która świetnie podsumowała poziom – niestety niezbyt wysoki – dzisiejszej, najwspółcześniejszej poezji polskiej.

Otóż, powiedziała owa Pani, że wiersze współczesnych, w przeciwieństwie do poezji wielkich poetów i poetek z poprzednich epok, to praktycznie pozbawione magii metafor…teksty prozatorskie, pocięte na wersy. Przypominające formą poezję, bo i są zwrotki i jakby się z daleka przyjrzeć, no to „wypisz, wymaluj” wiersz. Ale jeśli się w niego wczytasz…

Niewielu jest poetów, oraz poetek, tych dzisiejszych, najwspółcześniejszych, którzy „umieją w metafory”.

Kondycja poezji najdzisiejszej to temat na osobny artykuł, ale krótko mówiąc, mam wrażenie, że dzisiejszym twórcom po prostu nie chce się naprawdę pokochać poezji. Utrzymywać jej sztukę na wysokim poziomie, tworząc wielobarwne, wielowymiarowe światy, pod postacią metaforycznej magii.

Na szczęście…

Od czasu do czasu ktoś niezwykle mile mnie „rozczarowuje”. Zaprzeczy tej mojej teorii upartego „socjopatopoety”, pokazując, że są jeszcze poeci i poetki w czasach najświeższych, którzy poetyckimi metaforami potrafią rozkochać czytelnika na amen!

I ona to potrafi!

Dominika Aleksanderek.

Tak skromna, a pisząca tak piękną, dojrzałą poezję, będącą wręcz definicją poezji doskonałej, w moim rozumieniu takowej.

Technicznie – całkowicie wolna od błędów. Nienaganna rytmika, absolutnie żadnych „wypełniaczy”, zbędnych słów, czy irytujących, nieintencjonalnych powtórzeń wyrazów, wynikających z niedopatrzenia.

Czyściutkie wiersze, bez bałaganu w wersach, bez zbytniej wzniosłości, przegadań, czy właśnie tej prozatorskiej dominacji…

Pisałem już, w którymś z poprzednich artykułów, że poetka, czy poeta doskonały, to człowiek, którego teksty są technicznie nienaganne. I tu nie ma kompromisu. Chcesz być najlepszy? Dbaj o warsztat.

A do tego, niech Twoja poezja unosi czytelnika w krainy ponad chmurami. Niech ma polot! Ogrom polotu! Niech będzie zrozumiała, ale mądra. Czarująca. Nieoczywista, ale bez potrzeby używania do niej dekodera z FBI.

Dominika Aleksanderek – celowo powtarzam imię i nazwisko – daje nam wyśmienitę sztukę pisarską. Bogactwo metafor powoduje efekt błogiego masażu skroni. Romantyzm, melancholia, smutek, miłość, dramat…wszystkie emocje w jej wierszach są, niczym naturalny sok z owoców – gdzie w bylejakości poetyckiej mamy co najwyżej „napój gazowany o smaku…”.

To poetka jeszcze przed debiutem wydawniczym, choć stara się zmienić ten stan rzeczy. Znalazłem jej twórczość na facebooku, na jej profilu imiennym.

Tak, powtórzę:

Dominika Aleksanderek, z Wrocławia.

Publikuje również na portalu POSTscriptum, jako Dominikaa.

To piękne, że istnieją wciąż tacy twórcy, którzy po cichu, z niezwykłą skromnością, w zaciszu swoich domów, tworzą sztukę na poziomie wielkich, uznanych artystów.

Ale i smutne, że dziś trzeba szukać ich na Facebooku, że nie mogą zadebiutować na rynku, bo rynek wydawniczy stał się machiną pożerającą twórców, wypluwając przeważnie bylejakość, którą stać było na „bilet do kariery”.

Ale są.

Ale tworzą.

I jak wyżej wspomniana Elżbieta Kurowska, która zadebiutowała po 50 latach(!)tworzenia, jak absolutnie rewelacyjna Olga Wojciechowska(o niej też był już artykuł), tak i Dominika Aleksanderek w końcu wyda swój debiutancki tomik. Tego życzę jej, wszystkim miłośnikom poezji, oraz Matce Literaturze.

Dominiko, pozostań genialna.

A Wy, ludzie świata, poczytajcie, o czym i jak(!) pisze to dziewczę…

P.S.

Wiersze Dominiki(zresztą, podobnie jak Ann Dickinson)nie posiadają tytułów.

Całość swojej poezji Dominika Aleksanderek zatytułowała, jako cykl: Wypisuję słowa

1.
mów do mnie ale tak poetycko
metaforycznie mnie rozbierz
zdejmij ze mnie dzień
powoli
jak z ramion zdejmuje się światło po powrocie do domu

rozsyp moje imię po podłodze
niech brzmi jak szkło i goraca kawa o świcie
dotknij ciszy pod skórą
i patrz
jak zamieniam się w wieczór
który pierwszy raz
nie boi się okien
2.
dusza się czasem dusi od nadmiaru nieba
kiedy wszystko jest zbyt jasne
i nie ma gdzie schować oczu
szukasz wtedy
czegoś cięższego
niż światło

dotyku stołu
chłodu podłogi
własnego cienia

czasem nawet nadzieja
potrafi być zbyt głośna
bo kiedy wszystko jest piękne
to aż nieprawdziwe wiesz
wtedy serce gubi rytm
gubi sens

więc łapię trochę zwyczajności
parzę herbatę na pół
i uczę się znów oddychać
gdy niebo nie stoi u drzwi
na raz dwa trzy
ono patrzy

to co (za) wysokie
nie zawsze potrafi nakarmić
żywych
tych którzy zostali tutaj
z pustymi rękami
i bezduszynym nadmiarem światła -
nie stać ich na galimatias

Krzysztof Kędzior/socjopatopoetyka – autor jedenastu książek wydanych przez wydawnictwo Miniatura, w tym ośmiu poetyckich i trzech prozatorskich.
„Poeta od czarnej roboty” – poruszający się w tematyce społecznego wykluczenia, samotności, depresji, grzechu, buntu, szaleństwa, krzyku. Miłośnik twórczości poetów wyklętych. Autor profilu autorskiego „socjopatopoetyka”, oraz „Przyjaciel Manekin”(FCB)

zdjęcie: Krzysztof Kędzior

Share the Post:
Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści